Rafał Lenartowski zdobywa złoto, a Tomek Lewiński brąz w Rumi! 14 maja 2012
Relacja wkrótce…
Kategoria: Wieści z klubu

Relacja wkrótce…
Kategoria: Wieści z klubu

Klubowe Mistrzostwa Polski, jedyny w swoim rodzaju turniej, za nami. Po raz pierwszy (pomijając pierwsze KMP) pojechaliśmy bez Kazika i z ambitnym zamiarem obrony 3. miejsca sprzed roku. W skład naszego teamu weszli Sirenka, Miłosz, Rafał, Grzesiek i debiutujący w KMP Mateusz. Wałcz przywitał nas niespotykanymi jak na tę porę roku upałami. Już wynik remisowy ze szczecińskim Blankiem uświadomił nam, że lekko nie będzie. Pojedynki między klubami obfitowały w nieoczekiwane zwroty akcji, jednakże w połowie rozgrywek ukształtowała się czołówka, w której obok wrocławskiej Siódemki i warszawskiej Paranoi, znaleźliśmy się my.
Poniżej rzut okiem wstecz – trzy relacje (Mateusz zaspał). Proszę rozsiąść się wygodnie…
Okiem Grzesia:
Klubowe mistrzostwa mogły się dla mnie zakończyć jeszcze przed wyjazdem. W sobotni poranek zaspałem. Obudził mnie dopiero telefon od zdenerwowanej Sirenki. Mimo początkowych przygód szczęśliwie dotarliśmy do Wałcza na czas. Grę rozpoczęliśmy od pojedynku ze Szczecinem, który zremisowaliśmy. Jakoś nie mogę znaleźć metody na Darka Kucia;/ Po obiedzie postanowiłem się odświeżyć i pauzowałem dwie pierwsze rundy z ŁKMS-em. W ostatniej rundzie pewnie puknąłem Pukniela i odprawiliśmy z kwitkiem Łódź.
Kolejny dzień turnieju rozpoczęliśmy od bye’a, który pozwolił nam na odespanie nocnego grania w przeróżne planszówki. Po zregenerowaniu sił stanęliśmy w szranki z Piłą, którą dość łatwo ograliśmy. Najwięcej nerwów kosztował mnie kolejny mecz z ostródzkim Anagramem. W pierwszej rundzie przyszło mi zagrać z Doniem. Mecz był bardzo wyrównany i w końcówce Donio mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Popełnił jednak spory błąd. Leżący na planszy „lek” przedłużył na „alek” (strata), dokładając „gwiazdo”. Gdyby zagrał „godziwa” na „al” lub „la” mogłoby być po grze. Skutecznie przyblokowana premia i nieco szczęścia w końcówce pozwoliło mi na minimalne zwycięstwo. Po nerwowym finiszu partii musiałem jednak nieco odetchnąć i się uspokoić. Pauza była niezbędna. Do ostatniej rundy zasiadaliśmy z bilansem 6:2. Do szczęścia wystarczało nam jedno zwycięstwo, o które wcale nie było tak łatwo. Reszta drużyny niestety poległa i słowa Sirenki, że zwycięstwo w meczu zależy od mojej gry, na pewno nie ułatwiły mi zadania. Przez wywartą na mnie presję, nie zauważyłem dość prostego szkrabla w końcówce, ale i tak minimalnie udało mi się ograć małego jaloka i mecz zakończyliśmy zwycięstwem 7:5. Na koniec dnia zmiażdżyliśmy skrablistów ze Śląska, pokonując ich aż 11:1. Jedyna porażka należała do mnie, o czym serdeczni koledzy z Mikrusa nie pozwalali mi zapomnieć przez cały wieczór.
Trzeci dzień mistrzostw rozpoczęliśmy od wygranej z Macakami, którzy najważniejszą robotę wykonali dzień wcześniej, kiedy to ograli drugi warszawski klub – Paranoję. Będąc w pełnym gazie, rozegraliśmy mecz z Milanówkiem. Tu również po dwóch rundach bilans wynosił 6:2 na naszą korzyść, ale w ostatniej rundzie wszyscy polegliśmy jak jeden mąż i musieliśmy zadowolić się remisem. Poniedziałkowy wieczór spędziliśmy przy stołach z najmocniejszym jak dotąd przeciwnikiem – Paranoją. Po dwóch rundach znowu byliśmy na czele. Tym razem rezultat wynosił 5:3 na naszą korzyść. Wtedy dopiero zaczął się koszmar. Ostatnie rundy coś nam nie wychodziły. Homba, Miłosz i ja polegliśmy. Szansa na choćby remis pozostawała w rękach Mateusza. Prowadzący z Mateuszem Rydzu starał się go przyblokować, ale Mateuszowi udało się położyć premię przez dwie litery (w tym jedną wystawioną przez Rydza). Kluczowym słowem okazało się „strasznym”, co faktycznie takie dla Paranoików było. Rydzu jeszcze długo po zakończeniu siedział skamieniały przed planszą.
Ostatni dzień rozpoczęliśmy od meczu z kolejnym faworytem – wrocławską Siódemką. Sytuacja podobna jak do meczu z Paranoją. Po dwóch rundach 5:3 dla nas i w ostatniej partii udało się wygrać jedynie Miłoszowi. Przed ostatnim meczem szanse na zwycięstwo w całym turnieju były czysto matematyczne. Musieliśmy wygrać z Krakowem minimum 10:2 i liczyć na to, że w pojedynku faworytów (Paranoi i Siódemki), minimalnie górą będzie drużyna z Warszawy. I zaczęliśmy wcielać plan w życie. W dwóch pierwszych rundach rozjechaliśmy Ghosta po 4:0, Paranoja zgodnie z naszymi oczekiwaniami prowadziła z Siódemką 5:3. Ostatnie mecze przeżywałem najbardziej chyba z tego względu, że w nich nie grałem. Utrzymywałem, że zwycięskiego składu się nie zmienia i niemal zmusiłem do gry w ostatniej rundzie Sirenkę. Wrocław zrobił to, co musiał i wygrał ostatnią rundę 3:1, przegrywając zarazem cały mecz 7:5. Po wygranej Miłosza oraz porażkach Homby i Mateusza, wszystko pozostawało w rękach Sirenki, której przyszło się zmierzyć z Kamilem Górką. W worku pozostawała już tylko jedna litera. Sirenka przyblokowała premię Górce. Kamil myślał nad swoim składem chyba z 15 minut, ale nic to nie dało i mogliśmy zacząć się cieszyć ze zwycięstwa w całym turnieju.
W Wałczu byłem po raz pierwszy i z pewnością chciałbym tu jeszcze nieraz wrócić. Atmosfera podczas całego turnieju była wspaniała. Wieczorami umilaliśmy sobie czas grami planszowymi, przy których setnie się bawiliśmy. A jeśli chodzi o jedzenie… Kto w Wałczu nie był, niech żałuje, bo na samą myśl cieknie mi ślinka. Mam nadzieję, że za rok uda nam się obronić tytuł.
Okiem Miłosza:
„Specjaliści od cudów” - tak należy nazwać ponownie naszą drużynę. Przed ostatnim meczem wyliczyłem, ze mamy szansę na zwycięstwo jeśli Paranoja wygra z Siódemką 7-5, a my ogramy krakowskiego Ghosta 10-2. Sam wtedy określiłem te szanse jako iluzoryczne. Jednak kiedy pierwszy mecz wygraliśmy 4-0, kolejny to samo, a Paranoja uzyskała sporą przewagę nad Siódemką (6-2), w naszych sercach pojawiła się nadzieja. Ostatnia runda potoczyła się tak, jakby wymyślił to sam Hitchcock. My mamy 2-1, Sirenka gra końcówkę z Kamilem Górką, Paranoja ma 1-2, Kosz męczy końcówkę z Uglikiem. Ostatnie sekundy, szepty, domniemywania, spekulacje, wykreślania. Tak, stało się, Aktualny Mistrz Polski skiepścił końcówkę i przegrał jednym punktem [sic!] z Mistrzem Polski z 2010 roku, a Sirenka zablokowała jedyne miejsce na siódemkę, czym zagwarantowała sobie zwycięstwo w partii i nasze w całym turnieju.
Co za emocje - powiedziałby jeden ze znanych komentatorów. No emocje były i to co nie miara, ale o to przecież w sporcie chodzi. Cieszę się, że ponownie uśmiechnęła się do nas fortuna, co w połączeniu z umiejętnościami dało nam zwycięstwo.
Okiem Rafała:
Myślę, że KMP 2012 to największy sukces w historii naszego klubu. Przez cały turniej graliśmy bardzo pewnie, nie ustępując żadnemu rywalowi. Nikt z nas nie odstawał od reszty klubowiczów , o czym świadczą nasze osiągnięte rankingi: Miłosz (148.17), Rafał (148.57), Sirenka (142.56), Mateusz (147.85), Grzesiek (142.10). Na uwagę szczególnie zasługuje sytuacja przed rundą ostatnią. Jak już wspomniał Miłosz, musieliśmy wygrać z krakowskim „Ghostem” bilansem nie gorszym niż 10:2. Dodatkowo Paranoja musiała ograć siódemkę 7:5 - żaden inny rezultat tego pojedynku nie dawał nam zwycięstwa. Wtedy szacowałem, że szansa na powodzenie to jak dla mnie koło 2%. Wszyscy jednak wiemy, że scrabble to gra nieprzewidywalna - albo nam przyżarło w ostatniej rundzie, albo przeciwnikom nie żarło, albo po prostu tacy dobrzy jesteśmy :). Stało się - wygraliśmy 10:2 z Krakowem, a Paranoja ograła Siódemkę 7:5. Wszystko zgodnie z planem!!
Na koniec mała dygresja: relacja na stronie PFS jest zdecydowanie zbyt ogólnikowa, pisana od niechcenia. Można powiedzieć, że jest po prostu streszczeniem wyników, a przecież turniej obfitował w ciekawe zwroty akcji jak rzadko kiedy.
Serdecznie dziękuję chłopakom za niezapomniane 4 dni, Miłoszowi i Rafałowi za budowanie morale drużyny, Grzesiowi za zmuszenie mnie do grania ostatniej rundy z Kamilem, a Mateuszowi za bezcenny widok Stacha skamieniałego nad planszą :)
Warto jeszcze wspomnieć, że jako jedyny klub zakończyliśmy cały turniej bez porażki.
Oby żarło za rok!
Sirenka, Grzesiek, Miłosz, Homba
Kategoria: Wałcz, Mistrzostwa Klubowe

W kwietniowy weekend z 14 na 15, w gościnnych progach Wydziału Chemii Uniwersytetu Gdańskiego, rozegraliśmy I Otwarte Mistrzostwa Gdańska o Puchar Rektora Uniwersytetu Gdańskiego, a wszystko to dzięki Agnieszce Piotrowicz i Andrzejowi Bednarukowi. Organizatorzy świetnie poradzili sobie z niespotykanym wysypem debiutantów. Turniej wygrał weteran tej genialnej gry - Krzysztof Mówka z Warszawy. Za nim hycnął na drugie miejsce nasz Rafał „Homba” Lenartowski. Pełne wyniki i relację można znaleźć na stronie PFS.
Tydzień później udaliśmy się do Inowrocławia po świąteczne jajo kryształowe, które pojechało do Nysy za sprawą Darka Kosza, natomiast drugie miejsce wywalczyła po ciężkich bojach, wspomagając się inhalacjami solankowymi pod tężniami, Irena „Sirenka” Sołdan. Wyniki można również oglądać na stronie PFS.
W najbliższą sobotę robimy desant na Wałcz i w składzie Rafał, Miłosz, Mateusz, Sirenka i Grzesiek jedziemy na VII Klubowe Mistrzostwa Polski, a nawiązując do czerwcowego I turnieju w Konojadach, zawołajmy OBY ŻARŁO!!!
Tym sposobem udało się w kilku zdaniach wspomnieć o czterech turniejach :) o Mistrzostwach Wybrzeża w maju napiszemy osobno.
Pozdrawiamy i prosimy o kciuki!
Kategoria: Wieści z klubu, Inowrocław, Mistrzostwa Klubowe, Gdańsk, Konojady

Homba drugi w Gdańsku, Sirenka w Inowrocławiu. Relacja być może wkrótce…
Kategoria: Inowrocław, Gdańsk

Zupełnie bez powodu odwołujemy klubowe spotkanie w najbliższy wtorek 10 kwietnia.
Zapraszamy za to w sobotę na I Mistrzostwa Gdańska. Zapowiada się rekordowy pod względem ilości debiutantów turniej (patrz zapisy na stronie PFS-u).
W klubie widzimy się we wtorek 17 kwietnia, celem przeanalizowania co ciekawszych partii turniejowych albo ewentualnego świętowania bądź narzekania ;)
Kategoria: Wieści z klubu

Zgodnie z ambitnym planem odświeżenia naszej strony, wrzuciliśmy do galerii nr 2 zaległe fotki z turniejów w Bydgoszczy i w Wałczu 2011. Prosimy wszystkich, którzy chcą zamieścić jakieś info lub fotkę w profilu, o nadsyłanie danych do Wojtka.
Pozdrawiam,
Sirenka
Ps. Do zobaczenia w niedzielę Prima Aprilis na Grand Prix!
Kategoria: Wieści z klubu

Po raz pierwszy, dzięki hojności sponsorów udało nam się rozegrać Puchar Dyrektora jako pełny 12-rundowy turniej rankingowy.
Szczególne podziękowania należą się Aleksandrowi Tuszyńskiemu, właścicielowi firmy LTE Wózki Widłowe z Błonia, który po raz drugi znacząco przyczynił się do zaistnienia turnieju w takiej formule.
Bardzo dziękujemy i polecamy się na przyszłość Waldemarowi Kapella z firmy KWADRA ze Szczecina oraz Firmie HOLDICOM S.A. :)
Turniej wygrał Miłosz Wrzałek z Redy przed Markiem Syczukiem z Warszawy oraz Rafałem Lenartowskim z Gdyni.
Panu Dyrektorowi Ludwikowi Bachowi jak zwykle dziękujemy za udostępnienie sali i piękne puchary.
Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się przyciągnąć jeszcze większą grupę graczy.
Zbliżają się święta, a co za tym idzie mnóstwo roboty kuchenno-zakupowej, liczymy jednak, że w szale zakupów i pichcenia zrobimy sobie przerwę i zagramy ostatni w tym roku turniej z cyklu Grand Prix. Spotykamy się w niedzielę 18. grudnia o godzinie 14:00. Staromikrusowym obyczajem, w ten przedświąteczny czas, robimy sobie świąteczną atmosferę i każdy, kto może lub chce przynosi coś smacznego. Bez tego oczywiście również zapraszamy serdecznie. Na razie wiadomo nam, że Anita upiecze ciasto.
Do zobaczenia
Sirenka i Wojtek
Kategoria: Wieści z klubu, Turnieje, Rumia, Puchar Dyrektora

Zgodnie z tradycją, jak co grudzień, zapraszamy na XII Puchar Dyrektora MDK. Po raz pierwszy, dzięki życzliwości Pana Dyrektora Ludwika Bacha i przy poparciu hojnych sponsorów, będziemy mogli rozegrać 12-rundowy turniej zaliczający się do rankingu Polskiej Federacji Scrabble.
Jest to ostatnia pozycja w kalendarzu imprez PFS, tak więc liczymy na wszystkich wyposzczonych scrabblomaniaków. Zapisujcie się proszę na stronie informacyjnej turnieju.
Rozpoczynamy 10 grudnia o godzinie 12:00 w Miejskim Domu Kultury przy ul. Mickiewicza 19 w Rumi.
Sirenka
Kategoria: Turnieje, Puchar Dyrektora

Relacja wkrótce…
Kategoria: Wałcz, Mistrzostwa Polski

Tradycji stało się zadość, tytuł Mistrza Warmii i Mazur pozostał w naszym klubie! Stało się to za sprawą Rafała Lenartowskiego, któremu na dokładkę udała się niełatwa sztuka - skuteczna obrona tytułu. W historii polskich turniejów zdarzyło się to raptem kilka razy. Reszta Mikrusów wypadła raczej blado, no ale trzeba też uwzględnić brak poprzednich zdobywców tytułu - Anity, Wojtka i Miłosza, że nie wspomnę o pechowej trzynastce w hotelu! Co do przebiegu turnieju, to nie śledziłam dokładnie co tam się dzieje na najbardziej interesujących pierwszych stołach, jako że zazwyczaj zajmowałam ostatnie. Powiedzmy, że tymi pierwszymi zajmował się Homba :)
Jak zwykle w Nowym Mieście Lubawskim było miło i kameralnie, a i nagrodami obrodziło w tym roku :)
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o rodzinną wioskę Grzesia - Konojady, które, mam nadzieję że nie zapeszę, mogą wkrótce pojawić się na mapie scrabblowych turniejów :)
Wracając do naszych spraw klubowych, po raz czwarty w tym sezonie spotkaliśmy się w nowym terminie, więc czas na jakieś refleksje. Frekwencja przedstawiała się następująco: 6-8-10-10, co nastraja bardzo optymistycznie. W zeszłym roku ani razu nie udało nam się w piątek zgromadzić 10 lub więcej osób. Pięknie wystartował Łukasz, który odgrażał się, że we wtorki absolutnie nie będzie chodził, a teraz wygrał już 2 turnieje :P Bardzo serdecznie kibicujemy Lidce, oby się nie zniechęciła i żałujemy, że Jarek się poddał, miejmy nadzieję, że nie do końca.
Przypominam jeszcze że w najbliższą niedzielę gramy pierwszy turniej Grand Prix w tym sezonie. Zaczynamy o godzinie 14!!!
Anita obiecała upiec ciasto a Sirenka przyniesie pierniczki imbirowe :)
Do zobaczenia!
Sirenka
Kategoria: Turnieje, Nowe Miasto Lubawskie
